Mój ulubiony postindustrial zamienił się w poprzemysłową prawie-pustynię. Po elektrowni Adamów, której sylwetka kiedyś odbijała się w wodach składowiska, pozostała sterta gruzu. Tym samym poniższe zdjęcia nabrały wartości historycznej.
Te rozległe zbiorniki wodne zabarwione na turkusowo węglanem wapnia (CaCO3) powstały na składowisku popiołów podczas działalności elektrowni. Miejsce jest pełne sprzeczności, z jednej strony przywodzi na myśl egzotyczne wakacje, z drugiej budzi skojarzenia wyraźnie apokaliptyczne. Turkusy i błękity wody spotykają biele, szarości i rudości pyłów, a wszystko to przecinają intensywnie rdzawe rurociągi. Kąpiel w tym lazurowym akwenie jest zabroniona, więc atrakcja przeznaczona jest wyłącznie dla turystów powściągliwy
Bynajmniej nie dla kruszców ryzykowałam złamanie nogi lub złapanie kleszcza wdrapując się na widoczne poniżej obiekty. Celem moim było raczej tak zwane „się przyglądnięcie”, westchnięcie z uznaniem oraz sfotografowanie. Dwie kopalnie, niemalże po sąsiedzku – jedna aktywna, druga już od dawna nie. Mowa oczywiście o Lutyni, pięknej dolnośląskiej wsi niedaleko czeskiej granicy. Wspomniane kopalnie to niedziałająca od dwudziestych lat XX wieku kopalnia ołowiu (i srebra) Neue Philipp, a także nieco wyżej od niej położona i zdecydowanie bardziej wyeksponowana kopalnia bazaltu. O tyle bardziej, że (być może powinnam wyciąć to zdanie przed publikacją, bo jest krępujące) w zeszłym roku porwałam się na poszukiwania tej pierwszej na początku września, kiedy było dużo bujnej roślinności i zwyczajnie jej nie znalazłam. Teraz się udało, a oto jak się sprawy przedstawiają.
Ten krótki cykl fotografii ilustruje obecny wygląd niektórych elementów wyłączonej z eksploatacji przed dwoma laty łódzkiej elektrociepłowni EC-2. Jest to powstały w 1955 roku obiekt, który obecnie czeka na nowy pomysł zagospodarowania. Dla sympatyków architektury przemysłowej z tamtego okresu spacer po EC-2 to prawdziwa uczta. Jednym z ciekawszych miejsc na jej terenie są chłodnie kominowe, które od zewnątrz są mało obiecujące, w środku natomiast zdumiewają kolorami, zmieniającym się w ciągu dnia oświetleniem i „kosmicznym” wyglądem. Łatwo z zachwytu stracić głowę. Dlatego każdy przed wejściem na teren elektrociepłowni obowiązkowo zakłada kask.
WI-MA, czyli Widzewska Manufaktura, a kiedyś Widzewskie Zakłady Przemysłu Bawełnianego WI-MA S.A. w Łodzi, to dawny kompleks fabryczny założony w latach 70. XIX wieku przez przedsiębiorcę Juliusza Kunitzera. Obecnie nosi nazwę Zakłady Przemysłów Twórczych WI-MA w Łodzi i stanowi przestrzeń dla inicjatyw i wydarzeń kulturalnych, pracowni artystycznych, jak również firm oraz fundacji i stowarzyszeń zajmujących się kulturą i sztuką.
W moim odczuciu WIMA to przede wszystkim miejsce spotkania starego z nowoczesnym, pomysłu z działaniem, sztuki ze współpracą ludzi. Wędrując po jej terenie można znaleźć zarówno pamiątki po zakończonej kilka lat temu aktywności przemysłu bawełnianego, jak i miejsca, które dopiero niedawno rozpoczęły swoją działalność w pofabrycznych murach.
Fotografie przedstawiają elementy architektury obszaru, fragmenty dawnej przędzalni, a także kadry zrobione w pracowni sitodruku.